Archery Field Majdy

Lato roku 2010. Kolega po powrocie z pracy, w Anglii, postanowił w Majdach otworzyć Quadowisko. Za wszystkie zarobione na wyjeździe pieniądze zakupił sprzęt i przywiózł go do Polski.

Troszkę mu pomagałem na początku rozkręcić biznes, a przy okazji mogłem się wyszaleć na quadach. Po jednej z kolejnych organizowanych przez nas imprez, na Quadowisku pokazały się sarny. Pierwsza myśl: fajnie byłoby taką pozyskać. W trakcie rozmowy jaka się wywiązała po tym incydencie okazało się ,że znajomy przywiózł ze sobą z Anglii nie tylko quady, ale także łuki : starego bloczka firmy Barnet i jakiegoś klasyka. On tych łuków nie użytkował, więc dostałem je na testy. Wtedy... wpadłem, załapałem bakcyla, łucznictwo mnie zafascynowało...

Dosyć szybko się zorientowałem, iż z bloczkiem jest coś nie tak. Strzały latały jak chciały. Odpaliłem komputer i zacząłem szukać, i czytać informacje o łucznictwie. Po lekturze trochę się rozjaśniło w głowie. Dowiedziałem się między innymi, że do tego typu łuku bloczkowego używa się spustu J, a ja do tej pory strzelałem z ręki.  Następny etap to szukanie klubu łuczniczego w Olsztynie. Tu nastąpiło rozczarowanie, wpisuję w Google: łucznictwo Olsztyn, łucznictwo w Olsztynie, klub łuczniczy w Olsztynie, treningi łucznicze w Olsztynie, łucznictwo na Warmii i Mazurach itd. I co? Nic okazało się, że w Olsztynie nie ma klubu łuczniczego. Wstyd stolica dużego województwa a łucznictwo w Olsztynie nie istnieje. Trochę się zniechęciłem, strzelałem okazjonalnie przy domu, w między czasie dowiedziałem się, iż u innego kolegi leży w domu łuk, bloczek. Pojechałem do niego obejrzeć ten łuk. Był to stary bloczek typu Hunter i miał dużą zaletę, był przy nim spust !!!, stary, ale działał. Pożyczyłem go.


W Marcu 2011 roku zacząłem myśleć o zakupie łuku. Przeglądając ogłoszenia trafiłem, na Reflexa mój następny łuk. O dziwo można go było obejrzeć w Dobrym Mieście! Zadzwoniłem, umówiłem się na spotkanie i pojechałem go obejrzeć. Tak poznałem Tomka i dowiedziałem się o istnieniu Warmińskiej Grupy Łuczniczej. Kiedy wszedłem na salę okazało się, że trwa trening łuczniczy, a jak zobaczyłem z czego oni strzelają to zzieleniałem z zazdrości. W czasie krótkiej rozmowy Tomek wyperswadował mi strzelanie z mojego starego niesprawdzonego łuku i  zaproponował abym spróbował sił z  jego łukiem. Wziąłem łuk, zająłem pozycję i … koniec. Za pierwszym razem do naciągnięcia potrzebowałem pomocy. W końcu się udało, oddałem strzał! Tego uczucia nie zapomnę, zdziwienie, szok, niedowierzanie. Kiedy ta strzała poleciała? Trafiła? Tak skupiłem się na celowaniu, że nie widziałem jak ta strzała leci do celu. W czasie tego treningu oddałem jeszcze kilka strzałów z Reflexa. Krótkie negocjacje odnośnie ceny, niestety nieskuteczne – Tomek nie miał zamiaru się targować, więc na następny trening przywiozłem kasę i stałem się dumnym posiadaczem Reflexa Excursion. Mimo, że do Dobrego Miasta mam kawałek drogi zacząłem uczęszczać na zajęcia łucznicze. Z tych pierwszych zajęć pamiętam, że strasznie się dziwiłem, jak można strzelać do tak małego celu i do tego trafiać! Paczek stwierdził, że to nic wielkiego i że z upływem czasu będę się wkurzał jak nie trafię do kartki A4 z odległości 50m. Puknąłem się w czoło i powiedziałem żeby nie przesadzał, dla mnie to była abstrakcja, ale na dzień dzisiejszy przyznaję mu rację.


Z Reflexa strzelałem do Października 2011 roku. W między czasie wziąłem udział w moich pierwszych zawodach, były to zawody 3d w Dobrym Mieście, było super. Po drodze miałem wpadkę z zakupem nietrafionego łuku, sprzedałem go tak samo szybko jak kupiłem. W Październiku zakupiłem Hoyta Pro Elite, którym to strzelam do dzisiaj. Z nowym łukiem, w Listopadzie  pojechałem na halówkę  do Dobrego Miasta. Tam poznałem co to stres podczas strzelania, nie miałem pojęcia, że tak się można denerwować w trakcie „rekreacyjnego strzelania z łuku”. Stres w trakcie matury to przy tym pikuś. Na następnych zawodach było łatwiej, dzięki dogłębnej analizie stres ustępował.


W roku 2012 zacząłem jeździć z WField Majdy V.2012 Tomek na platformie 4m nad ziemią-em na zawody poza granice naszego województwa. W trakcie miesięcy zimowych udało mi się zrobić profesjonalną prasę do tuningu łuku bloczkowego, oraz matę stacjonarną do strzelania przy domu. Kiedy przyszła wiosna byłem gotowy do sezonu wiosenno-jesiennego. Następnym krokiem w mojej „karierze” łuczniczej było zorganizowanie zawodów łuczniczych. Ze względu na to gdzie mieszkam naturalne wydało się zrobienie terenowych zawodów łuczniczych w Majdach , które to odbyły się w Maju 2012r. dzięki pomocy moich kolegów: Tomka K. Olafa W. i Tomka P. W związku z tym, że do DM jest kawałek drogi to z w/w kolegami stworzyliśmy miejsce do strzelań łuczniczych w Majdach. Oj nie było to łatwe…  W między czasie zżyłem  się z ludźmi z WGŁ-u nawiązałem nowe znajomości i przyjaźnie. Pomagałem w przy organizacji Pucharu Polski 3D w 2012r. (w niedużym stopniu, ale jednak) a w listopadzie doprowadziłem do spotkania integracyjnego łuczników zrzeszonych w WGŁTreningi w Majdach
Podsumowując: moją przygodę z łucznictwem może tylko zakończyć trwały uszczerbek na zdrowiu (wiecie amputacja ręki itp. chociaż niekoniecznie, na filmach widziałem jak facet bez rąk strzela z łuku bloczkowego), nic tak nie uczy spokoju i opanowania jak łucznictwo, bez trenowania nie ma wyników, forma raz jest a raz jej nie ma, w trakcie treningu trzeba analizować każdy oddany strzał.

Łucznictwo w Olsztynie zaczęło istnieć. A ja dziś już widzę swoją strzałę w locie. :)